Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powrót. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powrót. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 października 2013

Dni kaukaskie w Klukovce

http://klukovka.pl/
20-40zł

Klukovkę odwiedziliśmy i opisaliśmy już jakiś czas temu, kuchnia dawnego ZSRR szturmem zdobyła moje podniebienie. W ostatni weekend wróciłem w okolice alei Jana Pawła II, przyciągnięty dniami kuchni kaukaskiej, czyli daniami rodem z Gruzji, Armenii i Dagestanu. Nie jest to pierwsza impreza tematyczna w Klukovce: wcześniej organizowane były między innymi dni koreańskie czy wieczór rosyjskich bardów. O kuchni i nie tylko, rozmawialiśmy z 
Andrzejem Szurkiem, mózgiem i sercem restauracji.

Damian Dawid Nowak: Czwartkową atrakcją był koncert na duduku...

Andrzej Szurek: Tak, to była inauguracja naszych dni. Duduk najpopularniejszy jest w Armenii i Gruzji - instrumenty, na których grali nasi goście były wykonane przez mistrzów z Armenii. Grę na duduku spopularyzował Djivan Gasparyan, który wykonywał muzykę (między innymi) do Gladiatora. Od czwartku zaczęliśmy też serwować część dań z kuchni kaukaskiej, najpopularniejsze okazały się chikali - gruzińskie pierożki z bulionem w środku. Z kilku naszych dań z normalnej karty musieliśmy zrezygnować, żeby mieć zaplecze na nowości. Charczo cieszyło się dużą popularnością, przygotowaliśmy dolmę w liściach winogron... Te dania nie powinny być nowością na Polskim rynku, kuchnia gruzińska jest znacznie bardziej popularna niż kuchnia uzbecka, która jest dominantą w naszym "radzieckim" menu. Tanie loty wymorzyły zainteresowanie Gruzją, gruzińskie wina i piwa stają się coraz bardziej znane i pożądane.

DDN: Wina gruzińskie stają się wszechobecne.

AS: W latach 90, czy nawet na początku dwudziestego pierwszego wieku, wina gruzińskie były niedostępne, były prawdziwym rarytasem. Alkohole Świata w Warszawie oraz Restauracja Sejmowa - dwa miejsca, gdzie można było ich spróbować. Boom nastąpił na przełomie 2005/6 roku, dzięki eksplozji ekonomicznej po wojnie Rosji z Gruzją. Gwałtowny eksport wielu produktów: wód mineralnych, oranżad, napojów anyżkowych, generalnie całej kuchni sprawił, że zachód mógł się z nimi zapoznać.

DDN: Poza daniami do karty trafiły nowe alkohole.

AS: Cha cha, siedemdziesięcioprocentowy alkohol. Dość niebezpieczny, bo przyjemny w smaku: lekko słodkawy, aromatyczny, tak duża dawka alkoholu jest w nim niemalże niewyczuwalna. Bardzo smakuje, a siedemdziesiąt procent robi swoje. Piwa gruzińskie, ormiańskie, co burzy stereotyp - już nie tylko koniaki i brandy. Brandy ormiańskie pije się w kieliszku z kawałkiem cytryny. Na południu jest inna kultura picia, obowiązkowo z toastami, rozwiniętymi i tradycyjnymi. Za gospodarza, z podziękowaniami, ale też: za ojczyznę. W Gruzji jest tradycja tamada - wodzireja, wyznaczającego hierarchię, decydującego, kto wznosi toasty, kierującego rozmową. Picie z rogu wymaga odstawienia go po toaście na stół, a żeby mógł stać bez uronienia kropli, trzeba wypić do dna... Może kiedyś zorganizujemy sobie tego typu wieczór w Klukovce?

DDN: To nie jest tak dalekie od polskiej tradycji - sami często podnosimy toasty.

AS: I tak, i nie. My lubimy szybkie toasty. Tam jest cała historia, nikt nie przyspiesza momentu picia. Ma to praktyczne właściwości, pozwala zachować trzeźwość umysłu - toasty muszą być błyskotliwe, jeśli dowcipne, nie mogą być głupawe. W wykonaniu mistrzów toastów często przyjmuje to formę przypowieści. Opowiadają oni historię pozornie niezwiązaną, a morałem nawiązującą do obecnej sytuacji. Żeby to poznać, trzeba przebywać z osobami z tamtej kultury.

DDN: Jakie są plany na najbliższą przyszłość?

AS: Na koniec listopada będzie u nas kuchnia żydowska. Na terenie dawnego ZSRR wykształciły się dwie grupy etniczne, które funkcjonują tylko tam: żydzi górscy i żydzi bucharscy z Uzbekistanu. Te dwie grupy mają swoją kulturę, swoją kuchnię, a Święto Chanuka jest idealną okazją do tego, by przybliżyć tamtejsze kuchenne zwyczaje. Czeka nas też mączny projekt, ale szczegóły zdradzę w niedalekiej przyszłości. Włączymy się też do organizacji festiwalu Sputnik. Jako alternatywę dla Halloween, proponujemy słowiańskie Dziady w Klukovce.

W ramach festiwalu spróbowaliśmy osławionych chinkali - pierogów z mięsem, oraz dolmy - mięsa zawiniętego w liście winogron. Do obu pozycji podany był sos śmietanowo-koperkowy. Chinkali to kuzyn baozi oraz naszych starych, dobrych pierogów - świetne, grube ciasto, z na wpół ugotowanym, słonym farszem. Na myśl przywodzą pelmeni. Chinkali natomiast dość lekkie, nie było przesadnie mięsne, za to przywodziło na myśl domowego gołąbka. Liście winogron były delikatne i dodawały daniu oryginalnego charakteru.

Karta

Dolma

Chinkali

Andrzej Szurek

wtorek, 30 kwietnia 2013

Powrót: Dziurka Od Klucza

http://www.dziurkaodklucza.com.pl/
20-40zł

Po niemal pół roku od pierwszej recenzji, wybraliśmy się ponownie do jednej z naszych ulubionych powiślańskich restauracji - Dziurki Od Klucza. Motywacją do wizyty, było jedno pytanie: czy nadal jest tak smacznie, jak przy pierwszych wizycie?

Zacznijmy od strony wizualnej - lokal przeszedł mały lifting. Odświeżone wnętrze, z kilkoma nowymi akcentami, nadal utrzymane w znanej, szaro-fioletowej kolorystyce. Atmosfera przyjemna, luźna, poskarżyć mogę się jedynie na problemy z dostaniem stolika, dlatego przed wizytą radzimy dokonać rezerwacji.

Przejdźmy do kuchni. Nie spodobało nam się nowe menu. Dosłownie, bo nie chodzi tu o jedzenie, dawna karta była w formie ręcznie robionej, uroczej książeczki. Obecnie jest to zalaminowana kartka. Za to pozycje nadal przynoszą ślinkę na język: mnóstwo owoców morza, ręcznie robione makarony, dodatkowo zmienne menu dzienne, z lunchem. Pamiętajmy jednak, że osoba nielubiąca owoców morza, będzie miała zawężony wybór. Na początek, zdecydowałem się na zupę cukiniową. Niestety, nie byłem zachwycony. konsystencja kremowa, bardzo przyjemna, jednak smak kwaskowaty, zdominowany prawdopodobnie przez cytrynę. Cukinia ma bardzo specyficzny smak, i doprawiając, trzeba być ostrożnym.
O ile pierwsze danie mnie delikatnie rozczarowało, tak maczaron z owocami morza był przepyszny! Świetnie zrobione krewetki, w wyborowym towarzystwie ośmiorniczek, muli, małży i vongoli, idealnie zgrywały się z pikantnym sosem pomidorowym. Makaron bezbłędny, delikatny i ugotowany raczej al dente.

Trudno powiedzieć, czy wszystkie zmiany w restauracji są na lepsze. Maczaron wciąż zachwyca, a atmosfera jest bardzo pozytywna, ze świetną obsługą, jednak zwolnienie tempa i powrót do pedantycznej dbałości o szczegóły, znanej z początków, byłby świetną decyzją.



Z zewnątrz niewiele się zmieniło.
Zupa cukiniowa.
MaCzaron z owocami morza.
Mule, ośmiorniczki, krewetki i małże.

Niemal kapliczka.
Kluczowy element wystroju.

I stała się jasność.