Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wegańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wegańska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 czerwca 2013

Kosmos Kosmos

kosmoskosmos.pl
do 20zł

Jedna z szybszych, nieplanowanych wcześniej wizyt. Dwa zdjęcia na dziko, za to pozytywne wrażenia od samego wejścia -  jak mogłoby być inaczej, jeśli bar jest obudowany klockami LEGO! Do tego sentymentalnego obrazu dodajcie: piękne, kolorowe murale (autorstwa "Swanskiego"), sporą przestrzeń, srebrną podłogę oraz świetną muzykę (na wejściu Grimes).

Za sterami tego statku kosmicznego siedzą Karolina i Kazio Staszewscy, wcześniej prowadzący wydawnictwo pod tą samą nazwą. Lokal wielofunkcyjny, przyjazny dzieciom, czynny od 11 do ostatniego gościa - koncept bardzo nam się podoba.

Lokal ma w ofercie dużo dań vegańskich, śniadań, oraz rozbudowane menu lunchowe. Zdecydowałem się na queasadillę z kurczakiem, moją towarzyszkę skusił drób burger. Jedzenie przekąskowe, dodatek do kawy bardziej, niż samodzielny posiłek. Quesadilla dość dobra, o smakowitym nadzieniu i odpowiednim sosie, jednak nie zachwyca. Burger z prawdziwą, pełnoziarnistą bułką, co się chwali, z frytkami z prawdziwych ziemniaków i soczystym, kurczakowym wnętrzu.

Świetne miejsce na powolną kawę, lub spotkanie ze znajomymi w leniwej atmosferze i w przyjemnym wnętrzu. Jeśli nie przeszkadza wam powolna, i dość nieogarnięta obsługa, to można coś zjeść. Przez nas, punkt jednoznacznie przyporządkowany do kategorii "klubokawiarnia".

Kiedy zbyt długo patrzysz w otchłań...
...otchłań zaczyna patrzeć w Ciebie.

Chicken burger!

Quesadilla z kurą

piątek, 29 marca 2013

Cafe Tygrys

Tygrys przyczaił się w miejscu bardzo bliskim mojemu sercu - w pierwszej bramie po prawej, idąc Chmielną od Nowego Świata. Kiedyś mieszkałem o dwa kroki stąd, dlatego wycieczka należała do retrospektywnych. Nasuwa się pytanie: czy przechodząc codziennie obok Tygrysa, wpadałbym do środka?

Szczerze, jako zapatrzony w wołowine mięsożerca, raczej nie codziennie, ale z pewnością lokal trafiłby na listę dobrych miejsc na spotkanie z przyjaciółmi. Przyjemne wnętrze i niezobowiązujący klimat, kryją drzwi rodem z porno lat '80. W środku kuchnia wegetariańska o raczej wąskim, fastfoodowym przekroju i kawy na mleku sojowym.

Hamburger dobry, jak na pozbawiony mięsa, jednak bardzo standardowy - zwykle w restauracjach wege byłem zachwycony pomysłowością, a tu trzymają się klasyki. Tosty z humusem przypadły do gustu kapryśnemu Kotu - t(e/o)st zdany.



Enigmatyczne wejście.

Plakatowa ściana.

Dzikie tygrysy.

Tost z humusem.

Wegeburger.

Kotye.

wtorek, 25 września 2012

Loving Hut



Ciąg pawilonów przy Jana Pawła, pomimo niedawnej renowacji, nie zachęca do wizyty. Gęsto powciskane, małe lokaliki, wydają się tchnąć tandetą. Po raz kolejny, muszę oddać cześć mądrości mojego dziadka: „nie oceniaj książki po okładce”! Ponieważ właśnie tam zjadłem swój pierwszy, satysfakcjonujący obiad wegański.

Wąski wagon z szerokimi ławami, brzydkie menu i tandetny wystrój. Tyle, jeśli chodzi o negatywy, od tego momentu popadam w -achy i -ochy. Zapach smakowitych przypraw już od wejścia sprawił, że do ust napłynęła mi ślinka. Zapominając o tym, że nie doświadczę swojego ukochanego mięsa, wybrałem imitację wołowiny. Specjały utrzymane są w stylistyce orientalnej, ale większość użytych składników to (poza warzywami, oczywiście) seitan, tofu oraz tempeh. Wszystkie podane z ryżem bądź frytkami, są dopracowane i przemyślane. Dania są doskonale doprawione, podane w bardzo ładny sposób, sprawiają że oczekując na swój obiad, mało nie wsadziłbym nosa w talerz ludzi przy stoliku obok. Inspiracją są konkretne dania kuchni wschodniej, jako mięsożerca mogę stwierdzić, że nie tracą na wyłączeniu/zamianie części składników.

Co jedliśmy? Substytut wołowiny z ananasem – pyszny, bliski oryginałowi smak, przesiąknięty słodko-ostrym sosem, oraz „krewetki” z seitanu – tu dalej od oryginału, ale wciąż chrupiące, panierowane i bardo smaczne. Ceny nie są wysokie, wahają się pomiędzy 12-20zł. W ofercie znajduję się też desery i szeroka gama roślinnych napojów. Porcje są przeciętnej wielkości, jednak ja, nieprzystosowany do jedzenia wegańskiego, byłem głodny już po półtorej godziny od naszej uczty. Cóż, nie można mieć wszystkiego. Pewny jestem, że tu wrócę (sajgonki wyglądały przesmakowicie) i polecam wszystkim, którzy chcą spróbować czegoś „nowego”.