Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia amerykańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia amerykańska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 listopada 2013

Między Bułkami

www.miedzybulkami.pl
20-40zł

Wciśnięte pomiędzy kamienicami na Alejach, Między Bułkami już z ulicy zachęca elegancką fasadą, jasnym szyldem oraz dobrą opinią wśród wszystkich burgerożerców. Wchodzimy dziarskim krokiem, od progu wita nas miła obsługa, łącznie z uśmiechniętą Pani Menadżer. Wielki plus!

Samotni ludzie przy sporych stolikach. Od wejścia w oczy rzuciło mi się to, że w lokalu siedzą niemal tylko ludzie w pojedynkę, może przyciągnęła ich dobra atmosfera roztaczana przez obsługę?
Nie tylko obsługa jest przyjemna - cały drewniano-ceglany wystrój jest miłą fuzją nowoczesności i tradycji.
Zamawiamy dwa burgery: z serem i bekonem, oraz "na ostro", do tego frytki. W lokalu są też dostępne cydry marki Cider Royale, chyba mojej ulubionej. Śmieszne, że cydr w moim słowniku to jabłecznik, a CR występuje w wersjach: śliwkowym, wiśniowym, bógwiejakim. Czyżby słowo straciło swój sens? Grunt, że smakuje.
Zabieramy się do esencji, czyli samych kanapek - lokal nie na darmo nazywa się Między Bułkami - pieczywo jest świetne, chrupkie i rumiane. W środku soczyste nadzienie, choć mój "ostry" burger wcale nie jest taki, na jakiego wskazuje nazwa. Pomimo tego, burgery świetne, jedne z najlepszych, jakie ostatnio miałem przyjemność jeść. Na frytki czekamy zdecydowanie za długo - niemal zdążyłem zjeść swojego burgera. Grube kawałki ziemniaków, pieczone w mundurkach, mocno przyprawione - są takie, jakie frytki powinny być.

Pomimo, że MB wpisuje się w trend burgerów o cenie zawyżonej, to od pierwszego kęsa zakochałem się w tym miejscu - w przeciwieństwie do innych miejsc, gdzie spotkaliśmy się z dobrym designem, MB dba też o nastrój i kuchnię.



 
Świetny cydr (jabłecznik), otwierany nożem.



Pięterko.

Urokliwie skręcone schody.

Ekipa przy pracy.

Są.

sobota, 23 listopada 2013

Ale Burger

https://www.facebook.com/pages/ale-burger/342280559250942
20-40zł

Tak jak wcześniej obiecaliśmy, coraz częściej oddalamy się od domu w poszukiwaniu nowych miejsc. Teraz grany jest Ursynów, na Kabatach odkryliśmy świeżutkiego burgera, który na tą nazwę zasłużył niedawną datą otwarcia, bo raczej nie świeżym powietrzem - od wejścia zapach smażenizny jest tak przytłaczający, że w zasadzie powininem obrócić się na pięcie i wyjść. Nie zrobiłem tego jednak, bo znajomemu Paniczowi obiecałem burgera.

Na pięterku jest trochę lepiej, nawet da się oddychać. Wchodząc po schodach podziwiać możemy kapitalny mural - świetne zagospodarowanie sporej ściany. Na górze wygodne kanapy, kącik dla dziecka, choć dość mało miejsca dla nóg przy kratowych stolikach. Panicz wybiera czisbejkona, ja bluczisa, frytki płatne osobno. Burgery poprawne, choć ponownie zbyt mocno wysmażone mięso (skąd ten trend? Polaku, nie bój się surowizny!). Frytki dla kontrastu dość blade, za to ziemniaczane, generalnie na plus. Bluczis ze sporą ilością sosu, który niemal przykrył smak całości.

Ale Burger korzysta ze znanej, dobrej formuły i przygotowuje całkiem zjadliwe burgery. Jednak cóż z tego, jeśli po wyjściu z baru pachnę tak, jakbym nie był gościem, a kucharzem? Do tego zawyżone ceny (kolejny negatywny burgerowy trend) dyskwalifikują ten lokal w wyścigu do listy moich lubianych burgerowni.
Mural.

Wspomniany Panicz.

Bluczis.

Pięterko.

Załoga za barem.

To tu!

piątek, 15 listopada 2013

American Steak House

20-40zł
https://www.facebook.com/Americansteak

Kiedy przygotowywałem mapkę miejsc, które odwiedziliśmy zauważyłem, że obszar Ursynowa i Kabat jest straszliwie zaniedbany. W najbliższym czasie zamierzam to naprawić, częściej wybierając się w dalekie od domu regiony. Zaczynam od American Steak House - nowego dinera, który przejął urokliwą, acz pechową lokalizację (wcześniej padły tu dwie inne restauracje) tuż obok metra Natolin.

Z zewnątrz diner wyglądałby świetnie, gdyby nie wielkie, obrazkowe menu na ścianie. Hmm. Ten sam błąd szpeci wnętrze - mamy piękną tłoczoną tapetę, oryginalne grille samochodowe na ścianach, metalowe tablice a' la Jeffs, zasłony w flagę i... menu nad barem. No cóż, wygląd to nie wszystko, zabieram się do wyboru dań. Ceny dobre (promocyjna burgera - jedenaście złotych!), wybieram burgera i stek. Oba dania przygotowane na moich oczach - pomimo niskiej ceny, dba się tu o jakość jedzenia. Burger przychodzi pierwszy, wizualnie dobry, podany z frytkami i surówkami jest bardziej niż poprawny. Bułka zbita, trzyma się pomimo rozsądnej ilości sosu, mięso dobrej jakości, choć wolałbym słabiej wysmażone. Surówki standard: marchewka oraz colesław. Przechodzę do steka. Świetnie wysmażony, masło czosnkowe uzupełnia smak, dodatki są podobne, jak w przypadku burgera. Chyba wrócę tu na resztę oferty grillowej.

American Steak Hause jest dobrym, choć niepozornym dinerem. W swojej kategorii cenowej mogę bez wahania powiedzieć, że jest najlepszy. Na pewno wrócę tu ze znajomymi na męski wieczór - jedzenie, telewizor, alkohol ma się pojawić niebawem... Świetny klimat na mecz.
Z zewnątrz.

Coca cola zawsze trafia reklamą... do serca.

Bar.

Burger.

Burger i stek.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Cheeseburger

www.facebook.com/CheeseburgerSlowFood
do 20zł

Déjà vu?

Nie, to kolejna burgerownia otwarta w lokalu przy ulicy Przeskok. Dawniej znajdował się tu Barn Burger, teraz jego miejsce zajął Cheeseburger, wyróżniający się na tle swojej barowej braci możliwością wyboru wkładki serowej. Jako niezmordowany burgerożerca, musiałem dokonać degustacji.

Wystrój nie uległ zmianie od czasów Barn'a. Prosto, barowo, kuchnia jest lepiej wentylowana niż dawniej, dzięki czemu nie jedzie przysłowiowym garem (tu raczej grillem). Zamawiamy burgery, ja decyduję się na specjalność dnia w oryginalnej wersji z gruszką, moja towarzyszka wybrała złoty standard w postaci Bacon Cheesburgera. Podczas wybierania przysmaków, bardzo pewny siebie kucharz udzielił nam krótkiego wykładu na temat serów - do wyboru są tu: cheddar, mimolette, ementaler i rokfor. Plus za wybór, jednak jeśli miałbym słuchać tego za każdym razem, gdy przyjdę po obiad, może mi się skończyć pora lunchu.
Na pierwszy rzut oka spodobał mi się rozmiar burgerów, ale... nie ma frytek! Zwykle w tej cenie dostawaliśmy komplet. Brak ziemniaków rekompensują dwa bardzo przyzwoite sosy, podane tak, jak powinny być podane - w osobnych pojemnikach. Pierwszy gryz - za dużo bułki. Miałem wrażenie, że nadzienie jest przytłoczone ilością chleba. Mięso dobre, soczyste, choć mogłoby być mocniej przyprawione. Pomimo prośby o średnie wysmażenie, było raczej po mocno wysmażonej stronie mocy. Ser świetnie komponował się z mięsem, zwłaszcza w Bacon Cheesburgerze; wersja z gruszką była ciekawa, ale nie trafiłaby do mojego kanonu burgerowego.

Cheeseburger jest miejscem o świetnym pomyśle - zróżnicowanie serów dodaje męczonemu na wszystkie strony tematowi burgerów świeżych rumieńców. Niestety, po wizycie mam wrażenie, że to po prostu "kolejna burgerownia", nic mnie tu nie zachwyciło.
Cheeseburger


Bez podglądania!

Stoliki nie zmieniły się od ostatniej wizyty.

Ściemniło się.

niedziela, 18 sierpnia 2013

Powrót: Barn Burger

www.barnburger.pl

Barn burger, opisany w dawnej lokalizacji na samym początku jego i naszej działalności, należał do faworytów, był gwiazdą wśród burgerowni - pod względem rozmiaru, mięsa, różnorodności, nadzienia i dodatków. Nawet cena przemawiała za wyborem tego, a nie innego burger baru. Niestety, po tej wizycie możemy nasze stanowisko określić jako "delikatne rozczarowanie". Co, poza adresem, uległo zmianie?

Po pierwsze, a co jest bardzo widoczne - buła. Dawniej normalna, uczciwa, kochana polska bułka, została zastąpiona przez zbrązowiały odpowiednik, sztucznie barwiony wytwór pieczywopodobny. To tak, jakby dorodną, zdrową dziewczynę zamienić na solar-skwarka! Może z daleka i przez palce patrząc lepiej, ale znacznie mniej apetycznie.
Menu wciąż zachęca dużym wyborem i różnorodnością burgerów. Moja towarzyszka jest fanką wszystkiego co ostre, dlatego poprosiła o meksykański Poranek Kojota - z cheddarem, nachosami, salsą i jalapeno. Była zadowolona, choć wbrew ostrzeżeniom obsługi stwierdziła, że "wcale nie był taki ostry".

Mój Heart Attack, złoty klasyk w tym miejscu, wzbudził ambiwalentne uczucia. Po pierwsze, mięso wciąż jest świetnej jakości, wysmażone tak, jak lubię. To był, jest i będzie jeden z największych atutów Barna. Frytki ok, choć nie zachwyciły, colesława zastąpiono surówką z marchewki, co mi osobiście niespecjalnie odpowiada. O bułce już mówiłem, nadzienie pozamięsne straciło na finezji.

Sukces to ostrze obosieczne, przynosi zmiany pozytywne - w tym przypadku lepszy, większy lokal, oraz negatywne - spadek jakości. Moje oczekiwania wobec tego miejsca są wysokie, planuję kolejny powrót. Mam nadzieję, że wtedy wrócą normalne bułeczki i znów będę mógł bezkarnie zachwalać... 

Poranek kojota.
Heart Attack.
Magda zadowolona i z rozwianym włosem.