http://www.dominospizza.pl/
20-40zł
Chodząc po knajpach warto pamiętać, że zawsze przyjemnie jest zostać w domu, przywdziać odświętny dres i zamówić pizzę, oglądając powtórki "Przyjaciół". Tym razem padło na pizzerię Domino's, która niedawno, bo w zeszłym roku powróciła do Polski, od razu zgarniając Laur Konsumenta - odkrycie 2013.
Gdy przeglądałem ulotkę, moją uwagę zwróciła masa promocji. Nie lubię tego, zwykle jest to sposób, by wyłudzić dodatkowe parę złotych na wygłodniałych, niejednokrotnie pijanych imprezowiczach (c'mon, przynajmniej 60% dostaw jest na imprezy). W końcu zdecydowaliśmy się na dużą Meat Lovers (już mnie znacie), oraz tradycyjną Farmhouse.
Szybka dostawa, wymiana gotówki i przystępujemy do pizzowania! Po pierwsze świetne, cienkie ciasto, przynosi na myśl włoski oryginał. Nadzienia sporo, zwłaszcza w bardzo mięsnej Meat Lovers. Niekoniecznie lubię duże kawałki wołowiny, bo mają tendencję do uciekania z podnoszonego trójkącika (pizzę, oczywiście, jemy palcami). Bezpieczne połączenie pieczarek, szynki i cebuli w Farmhouse zdało egzamin; może nie są to produkty najwyższej jakości, jakie spotykamy w małych, domowych pizzeriach, ale w obliczu pizzy do domu, zaniżam oczekiwania. Sos dołączony gratis jest bardzo przyzwoity, niestety, robi się ciepły, od zamknięcia w jednym pudełku z pizzą.
W kategorii sieciówek, jest to jeden z faworytów. Cena mogłaby być niższa, rozmiar większy, ale szybka dostawa i długie godziny działalności sporo rekompensują. Czasem dobrze jest poczuć się grubym, otworzyć piwo i wgryźć w kawałek pizzy ;)
środa, 15 maja 2013
niedziela, 12 maja 2013
Targ Śniadaniowy Druga Edycja
www.facebook.com/pages/TARG-Śniadaniowy/447830148628509
W sobotę, jedenastego maja, popełniłem najgorszą zbrodnię świata - wyszedłem z domu bez śniadania! Jedyną okolicznością łagodzącą były Targi Śniadaniowe, na które niezwłocznie się wybrałem, żeby uzupełnić deficyt energetyczny.
Na Żoliborzu, na malowniczym obszarze pomiędzy Placem Inwalidów a Cytadelą, wyrósł szereg stoisk, budek oraz drewnianych ław. Można było tu nie tylko zjeść wspaniałe śniadanie, ale także kupić produkty lokalne, ekologiczne oraz rzadko spotykane. Od tradycyjnego bazarku, targi różniły się certyfikowanymi markami i unikatowymi specjałami.
Jak nadrobiłem śniadanie? Ponieważ byłem głodny jak wilk, a nawet dwóch wilków, zacząłem od tosta z boczkiem, kupionego na stoisku Wiewiórka i Spółka. Przesympatyczne dziewczyny mają w swojej ofercie różne orzechowe cudeńka, do tego zajmują się przyjaznym designem.
Potem przeszedłem do stoiska, którego nazwy nie pomnę (ktokolwiek wie, ktokolwiek słyszał, będę uzupełniał) skosztować jajecznicy z szynką. W ich ofercie znajdowały się też różnego rodzaju pasztety, w tym wege, oraz dżemy i konfitury w oryginalnych aranżacjach, np z chilli.
Dopchnąłem się kromką z "tustym", zakupioną na stoisku piekarni kurpiowskiej Serafin. Gruba pajda chleba prawie przyniosła kres moim zdolnościom, jednak było trzeba zakosztować słodyczy!
Wybór padł na naleśniki z nutellą, na stoisku Baby Bistro.
Wszystko zapijałem Bombillą, napojem gazowanym na bazie yerba mate.
Żoliborz opuściłem znacznie szczęśliwszy, i na pewno bardziej brzuchaty. Pogoda, z początku nieszczególna, ustąpiła pod naporem entuzjazmu i jeszcze przed południem ujrzałem słonko. A jak jest pogoda, to i całe rodziny, wybierające się wspólnie na Targ, który nota bene jest przyjazny dzieciom. Więcej takich inicjatyw, na pewno będziemy bywać :)
Znacznie więcej zdjęć na naszym FB!
W sobotę, jedenastego maja, popełniłem najgorszą zbrodnię świata - wyszedłem z domu bez śniadania! Jedyną okolicznością łagodzącą były Targi Śniadaniowe, na które niezwłocznie się wybrałem, żeby uzupełnić deficyt energetyczny.
Na Żoliborzu, na malowniczym obszarze pomiędzy Placem Inwalidów a Cytadelą, wyrósł szereg stoisk, budek oraz drewnianych ław. Można było tu nie tylko zjeść wspaniałe śniadanie, ale także kupić produkty lokalne, ekologiczne oraz rzadko spotykane. Od tradycyjnego bazarku, targi różniły się certyfikowanymi markami i unikatowymi specjałami.
Jak nadrobiłem śniadanie? Ponieważ byłem głodny jak wilk, a nawet dwóch wilków, zacząłem od tosta z boczkiem, kupionego na stoisku Wiewiórka i Spółka. Przesympatyczne dziewczyny mają w swojej ofercie różne orzechowe cudeńka, do tego zajmują się przyjaznym designem.
Potem przeszedłem do stoiska, którego nazwy nie pomnę (ktokolwiek wie, ktokolwiek słyszał, będę uzupełniał) skosztować jajecznicy z szynką. W ich ofercie znajdowały się też różnego rodzaju pasztety, w tym wege, oraz dżemy i konfitury w oryginalnych aranżacjach, np z chilli.
Dopchnąłem się kromką z "tustym", zakupioną na stoisku piekarni kurpiowskiej Serafin. Gruba pajda chleba prawie przyniosła kres moim zdolnościom, jednak było trzeba zakosztować słodyczy!
Wybór padł na naleśniki z nutellą, na stoisku Baby Bistro.
Wszystko zapijałem Bombillą, napojem gazowanym na bazie yerba mate.
Żoliborz opuściłem znacznie szczęśliwszy, i na pewno bardziej brzuchaty. Pogoda, z początku nieszczególna, ustąpiła pod naporem entuzjazmu i jeszcze przed południem ujrzałem słonko. A jak jest pogoda, to i całe rodziny, wybierające się wspólnie na Targ, który nota bene jest przyjazny dzieciom. Więcej takich inicjatyw, na pewno będziemy bywać :)
Znacznie więcej zdjęć na naszym FB!
![]() |
| Dobre logo, na początek. |
| mmm |
| Wiewiórka i Spółka |
| Baby Bistro |
| Serafin |
| Bombilla |
piątek, 10 maja 2013
Stary Dom
30-60zł
Stary Dom, jak sama nazwa wskazuje, wprowadza nas w klimat tradycyjnej kuchni polskiej. Dopieszczone, drewniane wnętrze, wypolerowane stoły, obsługa na najwyższym poziomie świadczą o klasie lokalu. Dobry klimat gwarantuje starannie dobrana muzyka, oraz pensjonarski wystrój. A jak jest z najważniejszym - jedzeniem?
Na początek miłe czekadełko, w postaci chleba, ogórków małosolnych i pasty czosnkowej. Bardziej tradycyjnie byłoby ze smalczykiem, ale nie jest to zły początek. Na przystawkę wybraliśmy łososia w miodzie. Ciekawe, odważne połączenie, suto przyprawione grubo mielonym pieprzem. Bardziej ciekawostka kulinarna, niż coś, czym raczyłbym się regularnie.
Na główne danie wybrałem bitki wołowe z kaszą gryczaną i ogórkiem kiszonym, do tego warzywa gotowane na parze. Wołowina bardzo tradycyjna, krucha w płynnym sosie własnym.
Moja towarzyszka wybrała schabowego, o naprawdę przyjemnych rozmiarach, do tego wielką misę mizerii oraz smażone ziemniaki.
Wrażenia? Poprawnie, domowo, po polsku. Porcje są duże, co zachęci miłośników długiej biesiady. Jednak brakowało nam w tych daniach pomysłu, sposobu na uatrakcyjnienie kuchni. Post factum usłyszałem, że "do Adamczyka idzie się na tatar, i na deser". Mea culpa, choć pewien czas temu pisaliśmy o cukierni.
Dodatkowym minusem, jest wliczanie 15% opłaty za obsługę. Rozumiem to w przypadku imprez grupowych, jednach dla dwóch osób lekko mija się to z celem. Cóż, tak ładne wnetrze generuje koszty. Wizyta skończyła się przejedzeniem i lekkim brakiem satysfakcji. Niby dobrze, ale pozostaje wrażenie, że u Babci lepiej.
Stary Dom, jak sama nazwa wskazuje, wprowadza nas w klimat tradycyjnej kuchni polskiej. Dopieszczone, drewniane wnętrze, wypolerowane stoły, obsługa na najwyższym poziomie świadczą o klasie lokalu. Dobry klimat gwarantuje starannie dobrana muzyka, oraz pensjonarski wystrój. A jak jest z najważniejszym - jedzeniem?
Na początek miłe czekadełko, w postaci chleba, ogórków małosolnych i pasty czosnkowej. Bardziej tradycyjnie byłoby ze smalczykiem, ale nie jest to zły początek. Na przystawkę wybraliśmy łososia w miodzie. Ciekawe, odważne połączenie, suto przyprawione grubo mielonym pieprzem. Bardziej ciekawostka kulinarna, niż coś, czym raczyłbym się regularnie.
Na główne danie wybrałem bitki wołowe z kaszą gryczaną i ogórkiem kiszonym, do tego warzywa gotowane na parze. Wołowina bardzo tradycyjna, krucha w płynnym sosie własnym.
Moja towarzyszka wybrała schabowego, o naprawdę przyjemnych rozmiarach, do tego wielką misę mizerii oraz smażone ziemniaki.
Wrażenia? Poprawnie, domowo, po polsku. Porcje są duże, co zachęci miłośników długiej biesiady. Jednak brakowało nam w tych daniach pomysłu, sposobu na uatrakcyjnienie kuchni. Post factum usłyszałem, że "do Adamczyka idzie się na tatar, i na deser". Mea culpa, choć pewien czas temu pisaliśmy o cukierni.
Dodatkowym minusem, jest wliczanie 15% opłaty za obsługę. Rozumiem to w przypadku imprez grupowych, jednach dla dwóch osób lekko mija się to z celem. Cóż, tak ładne wnetrze generuje koszty. Wizyta skończyła się przejedzeniem i lekkim brakiem satysfakcji. Niby dobrze, ale pozostaje wrażenie, że u Babci lepiej.
![]() |
| Imponujące drzwi. |
| Czekadełko. |
| Łosoś w miodzie. |
![]() |
| Od lewej: zieminaki, Sylwia, mizeria, schabowy. |
| Zbliżenie na schabowego. |
| Bitki wołowe z kaszą i ogórkiem. |
| Warzywa na parze. |
czwartek, 9 maja 2013
Namaste India
W sercu Warszawy odkryliśmy prawdziwe Indie! Niepozorny lokal przy Nowogrodzkiej zaczarował nas jasnymi barwami indyjskich potraw, intensywnymi smakami i aromatami, oraz zróżnicowaną kartą.
Nie pamiętam, kiedy ostatnio próbowałem dobrej kuchni indyjskiej. Problem z restauracjami w tym stylu jest taki, że właściciele chcą pogodzić tradycję wschodnią z europejskimi smakami. Efekt bywa dramatyczny, a miejsca padają jak muchy. Na szczęście, w Namaste India spotykamy się ze smakami bliskimi oryginałom, i mam tu na myśli prawdziwie pikantne przyprawy, dania z pieca tandoori oraz przesłodkie słodycze.
Na początku, spróbowaliśmy Samosa - pierożków nadziewanych ziemniakami i groszkiem, dość pikantnych, podawanych z dwoma sosami. Bardzo ciekawy smak, dominująca kurkuma, zmienia się po dodaniu miętowego, lub słodko-kwaśnego sosu (bardzo dalekiego od chińskiej wersji słodko-kwaśności).
Na drugi ogień poszła Chat Patta Paneer - smażony, panierowany ser biały, obtoczony w sosie pomidorowym, z wyraźnym smakiem kminku. Świetne, nadal pikantne, o bardzo przyjemnej gęstości, podobnej tofu.
Chicken Tikka to kawałki kurczaka przygotowane w piecu tandoori. Chyba najłagodniejsza z potraw, bardzo przypadła do gustu naszej najmłodszej redaktorce (i wielkiemu hejterowi). Gliniany piec w kształcie dzbana, był wykorzystany także przy pieczeniu plain naan, chleba drożdżowego, nieodzownego elementu kuchni kaszmirskiej. Bardzo dobry dodatek, pomaga "ostudzić" rozpalone kubki smakowe.
Spróbowaliśmy też baaardzo ostrej zupki sambar, do której podany był placek soczewicowy oraz sos kokosowy. Ciekawy zestaw, jednak najmniej trafił w nasze gusta, chyba kuchnia południowoindyjska zbyt mocno oddziałuje na zmysły.
Na deser, słodkie kuleczki w syropie cukrowym. Bardzo dobre, podobne do pączków, tylko że... Nawet słodsze!
Jest to jedno z miejsc, do których warto przyjść, żeby zakosztować czegoś zupełnie nowego. Spodobała nam się nie tylko kuchnia, ale i fakt, że miejsce bardzo się rozrosło - z małej, wagonowej sali na dwa stoliki, do pełnej restauracji z dużym ogródkiem. Dobre traktowanie klientów popłaca, dodatkową atrakcją jest sprzedaż produktów indyjskich. Polecamy.
Nie pamiętam, kiedy ostatnio próbowałem dobrej kuchni indyjskiej. Problem z restauracjami w tym stylu jest taki, że właściciele chcą pogodzić tradycję wschodnią z europejskimi smakami. Efekt bywa dramatyczny, a miejsca padają jak muchy. Na szczęście, w Namaste India spotykamy się ze smakami bliskimi oryginałom, i mam tu na myśli prawdziwie pikantne przyprawy, dania z pieca tandoori oraz przesłodkie słodycze.
Na początku, spróbowaliśmy Samosa - pierożków nadziewanych ziemniakami i groszkiem, dość pikantnych, podawanych z dwoma sosami. Bardzo ciekawy smak, dominująca kurkuma, zmienia się po dodaniu miętowego, lub słodko-kwaśnego sosu (bardzo dalekiego od chińskiej wersji słodko-kwaśności).
Na drugi ogień poszła Chat Patta Paneer - smażony, panierowany ser biały, obtoczony w sosie pomidorowym, z wyraźnym smakiem kminku. Świetne, nadal pikantne, o bardzo przyjemnej gęstości, podobnej tofu.
Chicken Tikka to kawałki kurczaka przygotowane w piecu tandoori. Chyba najłagodniejsza z potraw, bardzo przypadła do gustu naszej najmłodszej redaktorce (i wielkiemu hejterowi). Gliniany piec w kształcie dzbana, był wykorzystany także przy pieczeniu plain naan, chleba drożdżowego, nieodzownego elementu kuchni kaszmirskiej. Bardzo dobry dodatek, pomaga "ostudzić" rozpalone kubki smakowe.
Spróbowaliśmy też baaardzo ostrej zupki sambar, do której podany był placek soczewicowy oraz sos kokosowy. Ciekawy zestaw, jednak najmniej trafił w nasze gusta, chyba kuchnia południowoindyjska zbyt mocno oddziałuje na zmysły.
Na deser, słodkie kuleczki w syropie cukrowym. Bardzo dobre, podobne do pączków, tylko że... Nawet słodsze!
Jest to jedno z miejsc, do których warto przyjść, żeby zakosztować czegoś zupełnie nowego. Spodobała nam się nie tylko kuchnia, ale i fakt, że miejsce bardzo się rozrosło - z małej, wagonowej sali na dwa stoliki, do pełnej restauracji z dużym ogródkiem. Dobre traktowanie klientów popłaca, dodatkową atrakcją jest sprzedaż produktów indyjskich. Polecamy.
![]() |
| Wejście. |
| Wnętrze. Po prawej zamyślona, najmłodsza część naszego zespołu. |
| Lokal prowadzi sprzedaż produktów indyjskich. |
| Ogródek. |
| Samosa. |
| Chicken Tikka. |
| Chat Patta Paneer. |
| Plain naan. |
| Gulab jamun. |
| Cała uczta! |
środa, 8 maja 2013
Lokal Bistro
20-40zł
www.facebook.com/lokalbistrowarszawa
Spacerując w kierunku Starówki, bądź z niej wracając, łatwo zgłodnieć. Dobrze, że po drodze, w domu Polonii, usytuowany jest Lokal Bistro. Tu, w jasnym, przestronnym wnętrzu, tradycyjne, polskie składniki spotykają się ze współczesnymi trendami kulinarnymi.
Po pierwsze, świetna lokalizacja i pomysł na wykończenie wnętrza. Wysokie sklepienia w połączeniu z surowym drewnem, dają bardzo dobry efekt końcowy. Do tego dobrze dobrane bibeloty, nienachalnie porozstawiane na półkach, oraz naprawdę spory ogródek - zachęcający, gdy myślimy o nadchodzących ciepłych, letnich wieczorach.
Karta jest dość zróżnicowana, warto wspomnieć o lokalnych produktach używanych w wielu potrawach. Jednak naszą uwagę przykuły tradycyjnie - burgery. Tu o tyle ciekawe, że w wersji z Guinessem dodanym do mięsa. Szczerze mówiąc, nie byłem w stanie wyczuć tej nuty, poza tym mięso nie było wystarczająco słone.
Ale po kolei. Moja towarzyszka chciała burgera bez bułki, co ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, okazało się łatwo wykonywalne. Zamiast tego, dostała smacznie przypieczone ziemniaczki. Lubię, gdy prośby klienta są bezproblemowo spełniane.
Burger poprawny, o świeżych warzywach i dobrej bułeczce (w mojej wersji), na wielką pochwałę zasługują ręcznie robione, bardzo intensywne sosy.
Do Lokalu Bistro z pewnością powrócę, żeby spróbować dań z karty regionalnej. Jeśli natomiast miałbym oceniać go tylko jako burgerownię, powiedziałbym: poprawnie. Nic więcej, nic mniej.
www.facebook.com/lokalbistrowarszawa
Spacerując w kierunku Starówki, bądź z niej wracając, łatwo zgłodnieć. Dobrze, że po drodze, w domu Polonii, usytuowany jest Lokal Bistro. Tu, w jasnym, przestronnym wnętrzu, tradycyjne, polskie składniki spotykają się ze współczesnymi trendami kulinarnymi.
Po pierwsze, świetna lokalizacja i pomysł na wykończenie wnętrza. Wysokie sklepienia w połączeniu z surowym drewnem, dają bardzo dobry efekt końcowy. Do tego dobrze dobrane bibeloty, nienachalnie porozstawiane na półkach, oraz naprawdę spory ogródek - zachęcający, gdy myślimy o nadchodzących ciepłych, letnich wieczorach.
Karta jest dość zróżnicowana, warto wspomnieć o lokalnych produktach używanych w wielu potrawach. Jednak naszą uwagę przykuły tradycyjnie - burgery. Tu o tyle ciekawe, że w wersji z Guinessem dodanym do mięsa. Szczerze mówiąc, nie byłem w stanie wyczuć tej nuty, poza tym mięso nie było wystarczająco słone.
Ale po kolei. Moja towarzyszka chciała burgera bez bułki, co ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, okazało się łatwo wykonywalne. Zamiast tego, dostała smacznie przypieczone ziemniaczki. Lubię, gdy prośby klienta są bezproblemowo spełniane.
Burger poprawny, o świeżych warzywach i dobrej bułeczce (w mojej wersji), na wielką pochwałę zasługują ręcznie robione, bardzo intensywne sosy.
Do Lokalu Bistro z pewnością powrócę, żeby spróbować dań z karty regionalnej. Jeśli natomiast miałbym oceniać go tylko jako burgerownię, powiedziałbym: poprawnie. Nic więcej, nic mniej.
| Szyld. |
| Zdekonstruowany burger. |
| Ewelina nie wie, co z tym fantem zrobić. |
| Bardziej klasycznie. |
![]() |
| Bar. |
![]() |
| Niemal greckie wnętrze. |
niedziela, 5 maja 2013
Malinova
8zł za 100ml
http://www.kames.pl/
Na koniec długiego weekendu, słońce zaskoczyło nas wręcz letnią temperaturą. Korzystając z tego, wybraliśmy się na bliski Mokotów, żeby spróbować legendarnych już lodów w Malinova.
Widok długiego ogonka przed wejściem do lodziarni nas nie zaskoczył - w taki dzień, grzechem byłoby siedzieć w domu (chyba, że po to, żeby czytać naszego bloga ;) ). Wszyscy z niecierpliwieniem przestępują z nogi na nogę, z zazdrością spoglądając na ludzi już obdarowanych zimną pysznością.
Wybór nie jest szeroki, ale wszystkie smaki wydają się bardzo dopracowane. Czarna porzeczka, była hitem! Smakowała prawdziwym owocem, przy dobrej konsystencji, zwłaszcza jak na sorbet. Orzechowe i czekoladowe były gęstsze i bardziej mleczne niż w innych lokalach. Dużą popularnością cieszył się sorbet cytrynowy, o bardzo orzeźwiającym aromacie. Polecam nie tylko ze względu na wyrazisty smak, ale na spore porcje, nakładane "łopatą". Moja towarzyszka zaryzykowała stwierdzenie, że smakuje jej tu nawet bardziej, niż w Haagen Dazs. Jest też możliwość zabrania lodów do domu, w cenie 30zł za pół litra.
Jeśli przebrniecie przez kolejkę, czeka Was wspaniała lodowa uczta, polecamy!
http://www.kames.pl/
Na koniec długiego weekendu, słońce zaskoczyło nas wręcz letnią temperaturą. Korzystając z tego, wybraliśmy się na bliski Mokotów, żeby spróbować legendarnych już lodów w Malinova.
Widok długiego ogonka przed wejściem do lodziarni nas nie zaskoczył - w taki dzień, grzechem byłoby siedzieć w domu (chyba, że po to, żeby czytać naszego bloga ;) ). Wszyscy z niecierpliwieniem przestępują z nogi na nogę, z zazdrością spoglądając na ludzi już obdarowanych zimną pysznością.
Wybór nie jest szeroki, ale wszystkie smaki wydają się bardzo dopracowane. Czarna porzeczka, była hitem! Smakowała prawdziwym owocem, przy dobrej konsystencji, zwłaszcza jak na sorbet. Orzechowe i czekoladowe były gęstsze i bardziej mleczne niż w innych lokalach. Dużą popularnością cieszył się sorbet cytrynowy, o bardzo orzeźwiającym aromacie. Polecam nie tylko ze względu na wyrazisty smak, ale na spore porcje, nakładane "łopatą". Moja towarzyszka zaryzykowała stwierdzenie, że smakuje jej tu nawet bardziej, niż w Haagen Dazs. Jest też możliwość zabrania lodów do domu, w cenie 30zł za pół litra.
Jeśli przebrniecie przez kolejkę, czeka Was wspaniała lodowa uczta, polecamy!
| Tłumy! |
| Moja zbilansowana dieta: po rożku na rękę! |
czwartek, 2 maja 2013
Bistro & Burger Bar
20-40zł
Burgery na Francuskiej? Tego jeszcze nie było. Tym chętniej wybrałem się do burgerowni najbliższej mojemu miejscu zamieszkania. Co z tego wyszło?
Pierwsze wrażenie bardzo dobre - duży lokal z ogródkiem, na zewnątrz menu obfitujące w ciekawe, nie tylko burgerowe pozycje. Wybieramy dania, zachęciły nas ogromne (400g!), podwójne burgery, ja zdecydowałem się na hamburgera, moja towarzyszka na cheesa. Jeden minus za to, że obsługa nie zapytała o stopień wysmażenia mięsa. Drugi, za długi czas oczekiwania. Nie najlepszy początek.
Rozmiar burgera nas zachwycił, ilość frytek i colesława rozczarowała. No dobrze, to tylko dodatki. Miłym akcentem są trzy sosy (w kolejności odpowiadającej naszej satysfakcji): barbecue, tysiąca wysp i coś, co miało być salsą. Bułka trochę zbyt twarda, pieczywo nie było robione na miejscu. Za to mięso się obroniło. Świetnie przysmażone, może jedynie potrzebowałoby odrobiny soli. Warzywa dobre, świeże, sałata chrupiąca. W cheesburgerze deficyt (!) sera.
Dobry pomysł, bardzo średnie wykonanie. Pomimo atrakcyjnej lokalizacji, profesjonalnego wnętrza, dobrego mięsa, i ciekawych pozycji w menu, wyszedłem raczej rozczarowany. Jestem na nie.
Burgery na Francuskiej? Tego jeszcze nie było. Tym chętniej wybrałem się do burgerowni najbliższej mojemu miejscu zamieszkania. Co z tego wyszło?
Pierwsze wrażenie bardzo dobre - duży lokal z ogródkiem, na zewnątrz menu obfitujące w ciekawe, nie tylko burgerowe pozycje. Wybieramy dania, zachęciły nas ogromne (400g!), podwójne burgery, ja zdecydowałem się na hamburgera, moja towarzyszka na cheesa. Jeden minus za to, że obsługa nie zapytała o stopień wysmażenia mięsa. Drugi, za długi czas oczekiwania. Nie najlepszy początek.
Rozmiar burgera nas zachwycił, ilość frytek i colesława rozczarowała. No dobrze, to tylko dodatki. Miłym akcentem są trzy sosy (w kolejności odpowiadającej naszej satysfakcji): barbecue, tysiąca wysp i coś, co miało być salsą. Bułka trochę zbyt twarda, pieczywo nie było robione na miejscu. Za to mięso się obroniło. Świetnie przysmażone, może jedynie potrzebowałoby odrobiny soli. Warzywa dobre, świeże, sałata chrupiąca. W cheesburgerze deficyt (!) sera.
Dobry pomysł, bardzo średnie wykonanie. Pomimo atrakcyjnej lokalizacji, profesjonalnego wnętrza, dobrego mięsa, i ciekawych pozycji w menu, wyszedłem raczej rozczarowany. Jestem na nie.
| Wejście. |
![]() |
| Ola podjęła wyzwanie podwójnego cheesa. |
| Podwójny klasyk. |
| Sosy. |
| Lekcja anatomii. |
| Wnętrze. |
![]() |
| Płocha, acz wesoła obsługa. |
Subskrybuj:
Posty (Atom)







