Jestem na mieście, przed chwilą skończyłem pracę. Kiszki zaczynają grać marsza, rozglądam się za restauracją, która pomoże mi zająć je najbardziej chwalebną z czynności. W tym momencie moja głowa zmienia się w poligon, na którym walczą sprzeczne wartości. Z jednej strony chcę zjeść szybko i dużo, z drugiej - smacznie, a z trzeciej - żeby przypadkiem nie było za łatwo - zdrowo i "zielono".
Reklamy budują w nas bezwstydne uwielbienie obżarstwa. Wielkie kubły pełne kurczaka, gigantyczne kanapki na billboardach, kolejne megadolewki słodkich napojów gazowanych, kapliczki konsumpcjonizmu. Nawet gdy chodzi o sałatkę, porcja na zdjęciu przedstawiona jest w taki sposób, by wyglądała na zawartość wiadra, a nie miseczki. Wyobraźnia głodnych, zabieganych tłumów łyka te obrazy z chęcią, kształtując (nawet nieświadomie) nasze zwyczaje żywieniowe.
Z drugiej strony spotykamy się z wielkim, medialnie modnym potępieniem przesady. Wszystko to, co jest nachalnie reklamowane podpada pod szyld niezdrowego, tym samym wzbudzając w nas wyrzuty sumienia już w momencie, w którym wkładamy to do ust.
Współczesny świat odbiera mi przyjemność z jedzenia. Jeśli jem sałatkę, jestem niezadowolony, bo wiem, że stek byłby smaczniejszy. Jedząc stek cierpię, bo jest ciężkostrawny. Nie muszę mówić, że połowa rzeczy, którymi się przejmuje nie ma sensu, są nieistotne: jeśli nie cierpisz na problemy zdrowotne, pojedyncze odejścia od diety nie stanowią problemu. I na odwrót: jeden posiłek bez mięsa nie umniejszy niczyjej godności.
Ktoś mógłby powiedzieć, że remedium na moje bolączki byłyby potrawy przygotowywane w domu, ale nie w tym rzecz, poza tym, w domu spotykam się z podobnymi dylematami, chociażby co do wyboru produktów. Po prostu mam dość przejmowania się tym, co wmówiły mi media. Chcę czuć się dobrze jedząc wszystko, niezależnie, czy to jest wegański burger, czy frytki z cheddarem. Bez poczucia winy. Nie mówię przy tym o zatracaniu się w obżarstwie, a jedynie czerpaniu przyjemności z doznania, jakim jest jedzenie. Pamiętajmy przy tym, że ta ręka, która wciska nam burgerki, za chwilę równie chętnie poczęstuje nas lekami na przejedzenie. Biznes to biznes.
Cieszmy się chwilą.